Nie potrafię odpoczywać– wyznania pracoholików

Pracoholicy są wśród nas. Zwykle dobrze widoczni, najlepsi w biurze. Zostają długie godziny i sami dopinają całe projekty, do których potrzeba 3 osób. Czy wiedzą, że poza karierą istnieje inny świat? Rodzina? Znajomi? O swoich przemyśleniach zdecydowała się opowiedzieć 29-letnia Magda, która pracuje w dużej firmie w stolicy.

Poniedziałek

Wracam do pracy po weekendzie. Świetnie! W sobotę wymyśliłam, jak rozwiązać case trudnego klienta, który nie bardzo chciał zgodzić się na warunki współpracy. W niedzielę napisałam ważną procedurę, którą od poniedziałku już mogę wdrażać. Udany weekend. Wracają do pracy również „te niezadowolone z życia mimozy”. Powrót do pracy po weekendzie wylegiwania się, też mi problem.

Wtorek, Środa, Czwartek

Prowadzę naraz pięć dużych projektów. Jestem rozchwytywana, mam spotkanie za spotkaniem. Mimozy siedzą, patrzą się w komputer, czasem coś bąkną o urlopie. Jak można żyć bez ambicji? 17.00 uciekają do domów do swoich rodzin i to jest ich jedyny horyzont.  Kolejne projekty z moim nazwiskiem nabierają skrzydeł. Tylko ten nieznośny ucisk w klatce piersiowej po prawej stronie promieniujący do ramienia, który pojawia się niespodziewanie i psuje mi samopoczucie.

Mój problem niedogadywania się z ludźmi polega na tym, że ja lubię swoją pracę i naprawdę „chce mi się” coś robić, a im nie. Są leniwi, powolni i nie chce im się uczyć. Czy to moja wina, że skończyłam dwa kierunki, dokształcam się, czytam, wdrażam w życie. Mam sto pomysłów na minutę i płynę na fali. Firma, w której pracuje osiąga niezłe wyniki i dystansuje konkurencje. Marek. Mężczyzna. Tak, jest mężczyzna. Często nieobecny, w delegacjach, na wyjazdach, ale jest. Wiem, że za moimi plecami śmieją się, że robię karierę, bo nie mam faceta. Ale ja mam faceta, tyle że dziele go z jego pracą.

Czy potrafię odpoczywać? Nie bardzo. Czasem mózg sam pędzi gdzieś z pomysłami, z których w danej chwili nie zdaje sobie nawet sprawy. Przyznaje, że czasem to prawdziwe przekleństwo, zwłaszcza przed snem, kiedy przed oczami migają mi sprawy z minionego dnia. Kiedy czegoś nie wiem, myślę o tym tak długo i szukam odpowiedzi, aż znajdę. Nie ma miejsca na jakąś fuszerkę. Najgorsza jest jednak ta karuzela w głowie, pomysłów, rozwiązań i liczb. Ciężko to wyhamować. Poza tym pracuję mi się zupełnie normalnie.

To co oznacza normalnie dla Magdy, dla innych oznacza kompletne wypalanie się i wyczerpywanie zasobów energetycznych. Czy takie wypalanie się jest bez szkody dla naszego organizmu? Nie bardzo. Po 2-3 latach tak intensywnej pracy przychodzi zwykle czas na refleksję, a także nauczkę od organizmu. Pracoholika coraz częściej boli głowa, ma kłucia w klatce piersiowej, w najgorszym przypadku kończy się to zawałem serca. Zwykle do tego dochodzą wrzody żołądka, problemy ze snem i regularnym rytmem dnia codziennego. U pracoholika wszystko dzieje się trzy razy szybciej, jego codzienna egzystencja przypomina „szarpanie się” w sieci i gwałtowne łapanie oddechu, a nie spokojne, miarowe oddychanie.

Pracoholik zwykle zapomina on o rodzinie, znajomych, a nawet o sobie samym. Wszystko w służbie własnego „ego zawodowego”. Po 3 latach przychodzi też gorzka refleksja. Tyle zrobiłem i co z tego wynika? Nie jestem przecież Mozartem biznesu, którego będą wymieniać w Wikipedii, nie ma czegoś takiego. Może dostanę jakąś nagrodę, statuetkę dla najbardziej ambitnego pracoholika, który poświęcił dla firmy wszystko, łącznie z osobistym życiem. Statuetka za dobrowolne zakucie się w niewolnicze kajdany. Sytuacja gorsza niż w starożytnym Rzymie, gdzie jedynym marzeniem niewolników było uwolnić się.

Dlaczego tak się dzieje?

Pracoholizm to niestety poważna choroba polegająca na uzależnieniu. Jest to taki sam mechanizm jak przy uzależnieniu od papierosów, alkoholu, narkotyków czy jedzenia. Choroba trudniejsza w leczeniu, dlatego że przecież pracowitość i ambicja w naszym kapitalistycznym świecie jest cnotą, a że pracoholik nie ma zbyt wielu bliskich przyjaciół, nikt nie jest w stanie mu powiedzieć, czy już przekroczył granicę czy jeszcze nie.

Pracoholizm jest oczywiście uleczalny, ale tak samo jak przy innych uzależnieniach, niezbędna jest chęć wyjścia z nałogu. Pierwszym do tego krokiem jest zmiana pracy na mniej stresującą, wymagającą wysiłku i tu zaczynają się schody. Jak najlepszy z dyrektorów ma zostać „byle managerem”? Musi poszukać alternatywy. W życiu nie tylko praca się liczy, ale pracoholikom nie wydaje się ta teza realna, wręcz przeciwnie dziecinna i śmieszna. Zwykle takie myślenie można odwrócić zadając proste pytanie: „pracoholiku, a za 50 lat co po tobie zostanie? podpisane umowy, które już nikogo nie obchodzą? nowy system zarządzania? za 50 lat będzie już stary… co po nas wszystkich zostanie? W tych stosach papierów, mejli i spraw – tam nic nie ma, a za oknem tętni życie!”

You may also like...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *