Grunwald – 600lecie zwycięstwa nad Krzyżakami

Już od kilku lat myślałam, żeby obejrzeć inscenizację Bitwy pod Grunwaldem. Kiedy się w końcu zdecydowałam pojechać, okazało się, że mamy 600lecie zwycięstwa. Obchody były szeroko przygotowywane, włącznie z planowaną przemową Prezydenta, ale plany zmieniła katastrofa pod Smoleńskiem. Na dwa tygodnie przed Dniami Grunwaldu zorganizowano rowerowy Rajd Grunwaldzki. Same Dni Grunwaldu trwały 4 dni od 14 do18 lipca, z kulminacją 17 lipca, kiedy to odbyła się pełna inscenizacja bitwy.

Na pola zjechały i pobudowały swoje obozy bractwa średniowieczne. Zorganizowano jarmark średniowieczny, na którym można było zaopatrzyć się w stylizowane stroje, zbroje, ozdoby, dyplomy, skorzystać z porady heraldyka. Na specjalnej scenie przez cały czas toczyły się zbrojne pojedynki między grupami rycerzy. Drużyny potykały się w jednominutowych starciach, zwycięska grupa przechodziła dalej w eliminacjach. Zabawa ciekawa i widowiskowa dla publiczności, ale dość niebezpieczna dla zawodników, rycerze bowiem używają prawdziwej broni i walczą ze sobą dość ostro, przez  co wypadki zdarzają się dość często. W tym roku dodatkową „bronią” było słońce – rycerze w pełnych metalowych zbrojach walczyli przy temperaturze trzydziestu kilku stopni. Szkoda jednak, że rycerze nie walczą na podwyższeniach, przy tamtym układzie pojedynki mogły oglądać tylko 2-3 kręgi widzów, a to zdecydowanie za mało jak na ilośc turystów.

Na Grunwald warto poświęcić dwa dni – piątek, aby spokojnie zwiedzić miasteczka bractw, jarmark oraz zobaczyć próbę inscenizacji bitwy i sobotę, aby zobaczyć samą bitwę i rycerstwo, które przechodzi na pole bitwy przez tłum widzów. Na pewno jest to ciekawe przeżycie i przygoda. Niestety jest jednak trochę „ale” do organizatorów, z którymi zresztą udało mi się nawet wypić trunek pradziadów czyli warzone piwo i dowiedzieć się, „że nic się nie da zorganizować z dojazdem, czy parkingami”. Na temperaturę organizatorzy oczywiście wpływu nie mieli, a w tym roku przez wyjątkowe upały bitwa była dość anemiczna.

Z powodu 600lecia zjechało też więcej niż zazwyczaj turystów, a do pokazania bitwy był tylko jeden telebim, nagłośnienie ustawione tylko na jedną stronę widzów (przód bitwy), cały lewy bok pola bitewnego zasłaniały namioty obsługi technicznej. Widzów było jednak za dużo, by pomieścili się w miejscu przewidzianym przez organizatorów. W korku dojazdowym stałam półtorej godziny, przy wyjeździe z powodu gigantycznego korka zostałam uwięziona na polu bitwy na kilka dodatkowych godzin – droga wyjazdowa zakorkowała się do tego stopnia, że w ciągu 2,5 godziny kierowcy przejeżdżali 200-300 metrów.

Poważnym niedopatrzeniem był brak wystarczającej ilości punktów z napojami, w kolejkach czekało się koło godziny, sprzedawano głównie piwo, zdecydowanie brakowało napojów bezalkoholowych, a wody prawie w ogólne nie dostarczono. Podobny problem z toaletami, zdecydowanie za mało i przepełnione. Stragany z jedzeniem zorganizowano w osobnym miasteczku po drugiej stronie wzgórza, co też było pewnego rodzaju utrudnieniem z powodu odległości. Pogoda dołożyła poza słońcem potężną ulewę z soboty na niedzielę, przez co pola służące za tymczasowe parkingi, zamieniły się w bagna, w którym ugrzęzły samochody turystów, a za wyciągnięcie traktorem miejscowi doliczali kolejną opłatę.

Inscenizacja bitwy to na pewno przygoda warta przeżycia i cieszę się, że tam byłam, jednak trzeba przyznać, że organizacyjnie kompletna klapa, a szkoda, bo większość ludzi, która przybyła w tym roku, już pewnie więcej tam nie zawita.

Fotoreportaż:

[flagallery gid=9 name=”Bitwa tysiąclecia”]

You may also like...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *