Epidemia maminsynków

Mają po 28-40 lat, stałą pracę, niezłe zarobki. Mieszkają z rodzicami – bywa, czasami nie ma możliwości mieszkać osobno albo zwyczajnie się to nie opłaca. ….Jadają obiady z rodzicami – no cóż, skoro już ugotowany….Kanapki robi im mama – a oni bez żenady się do tego przyznają!

Jak to jest możliwe, że 35-letni dorosły mężczyzna nie widzi w tym niczego dziwnego, że do pracy kanapki robi mu mama, zupełnie jakby był… w podstawówce? Czy to nie jest patologiczna sytuacja? Owszem, jest to często występujący w polskich domach schemat. Matka polka, która sprząta, pierze i gotuje – dla mężczyzn, zatem męża i syna w pakiecie. Obaj mają zawsze podany ciepły posiłek, wszystko jest wysprzątane. Kto właściwie popełnia w takim układzie błąd? Wszyscy po trochu. Kobieta, bo bez potrzeby wszystko bierze na siebie i do tego często nawet się upiera, że będzie wszystko robić sama. Do tego często to harowanie, poświęcanie się i umęczenie jest dla niej źródłem pozytywnej samooceny. Dziwne? Niekoniecznie. Od 300 lat przestrzeń symboli w kulturze polskiej jest przesycona postaciami kobiet, które coś poświęciły i rezygnują z siebie dla ojczyzny, rodziny, dzieci, religii. Taki obraz „Matki Polki” funkcjonuje po prostu w naszej kulturze. Na szczęście stopniowo sytuacja zaczyna się zmieniać.

Co robią źle mąż i syn w tej sytuacji? Mąż zwykle jest bierny, nie uczestniczy w pracach domowych, jest jedynie ich beneficjentem. Ma ugotowane, podane, bo po co ma się przejmować. Syn właściwie od zawsze naśladuje ojca…nie widzi, że nie wyszedł z roli 10-letniego dziecka. Może cała trójka nie potrafi się pogodzić z nieustannym upływem czasu i odgrywa wciąż ten sam układ?

Łukasz ma dokładnie 32 i pół roku. Pracuje w dość znanej firmie w centrum stolicy. Dobrze zarabia, własnym nakładem środków buduje powoli dom…na działce obok rodziców. Co na to jego druga połowa? Nic, bo jeszcze jej nie spotkał. Łukasz codziennie jada z rodzicami, wieczorem ogląda z nimi telewizję, rano je śniadania. Mama przygotowuje mu kanapki, na które Łukasz ma zwyczaj narzekać, że są z czym innym niż miały być. Po co zatem ta fikcja budowania domu? Magda, absolwentka warszawskiego SWPSu, uważa, że przyczyna tkwi tutaj w mechanizmie markowania ruchów i samooszukiwania się. Łukasz z jakichś przyczyn nie jest gotów opuścić domu rodzinnego, więc udaje sam przed sobą, że wszystko jest gotowe, by to zrobić. Wystarczy tylko znaleźć partnerkę skrojoną na miarę, która zechce z nim zamieszkać w jego gotowej rzeczywistości i cały scenariusz świetnie się sam odegra. Tymczasem nie jest nic gotowe, bo Łukasz nie jest gotowy, a budowanie się tuż za płotem ma nie wiele z samodzielnością wspólnego. Dodatkowym problemem jest … partnerka skrojona na miarę. Nie ma na świecie takich ludzi, którzy lubią wchodzić w gotowe role.

Marcin ma 29 lat, już dawno skończył studia, nie pracuje. Jego i jego młodszą siostrę, która jest dopiero w liceum utrzymuje samotnie matka. Marcin wysyła 2 CV miesięcznie, uważa bowiem, że powinien szukać pracy w wymarzonym miejscu, a nie byle gdzie. Jest bezrobotny od 2 lat. W ostatniej pracy przepracował zaledwie 5 miesięcy i został zwolniony. Powód? Wiedział zdecydowanie lepiej od swojego szefa, jak należy rozwijać jego biznes. Był wówczas asystentem managera… Wiarę w swoje talenty wpoiła mu mama, zawsze był jej wychuchanym synkiem. Marcin praktycznie nigdy się nie mylił, mylili się wszyscy inni. „Sytuacja jest psychologicznie patowa – uważa psycholog – Marcin nie nauczył się ciężkiej pracy i całe życie był wyręczany, a jego mama nie bardzo widzi powody, by zwrócić mu uwagę, że powinien się usamodzielnić i pomóc. Marcin uważa, że wszystko mu się należy i jest to niewątpliwie wina jego mamy.” Co można zrobić? Niestety chyba nic. Marcin sądzi, że spotka kobietę idealną, zawsze uśmiechniętą, znoszącą jego grymaszenie, nieróbstwo i wieczne pretensje do niesprawiedliwego świata. Wątpliwe jednak, by taka kobieta w ogóle istniała.

Zbyszek ma 31 lat, pracuje, mieszka z rodzicami. Właśnie był na randce z bardzo interesującą dziewczyną poznaną na portalu randkowym, kiedy zadzwoniła jego mama. „Gdzie jesteś?!? Nie wróciłeś! Nie zjadłeś obiadu, to po co ja gotuje! a dobrze wiesz, jak mnie bolą stawy! Zrobiłam twoje ulubione danie i więcej nie zrobię. Starą matkę tak traktować bez szacunku (…)”. Historia powtarza się przynajmniej 10 razy dziennie. Zbyszek nie spędza więcej poza kontrolą mamy niż przysłowiowe 2 godziny. Jego mama wie dokładnie wszystko, z kim jest, co robi, z kim się spotyka. Już dawno przewertowała konto dziewczyny, z którą Zbyszek właśnie się umówił. Nie musiała się włamywać, zna jego wszystkie hasła. Taka sytuacja nazywa się toksyczną miłością. Miłość rodzica jest zatruta w momencie, gdy kierowana jest chęcią kontrolowania drugiego człowieka – dziecka, a następnie dorosłego. Czasami powodem jest strach przed samotnością, czasami przyczyna tkwi w relacjach rodziców z ich rodzicami. Być może byli odrzuceni, być może sami byli obiektem toksycznej miłości. W tak poważnej sytuacji jest konieczna jednak terapia rodzinna, inaczej każda zmiana poprzedniego układu będzie wiązać się z nasileniem terroru psychicznego i szantażem emocjonalnym.

Michał ma 11 lat. Chodzi do ostatniej klasy podstawówki. Jest dzieckiem wybitnie niesamodzielnym. Do mamy dzwoni około 20 razy dziennie pytając ją o wszystko. „Gdzie leży makaron? Tam, gdzie zwykle. Aha.” Takich rozmów współpracownicy Pauliny słuchają codziennie dziesiątki. Dlaczego tak się dzieje? Mąż Pauliny pracuje w audycie międzynarodowym. W trasie spędza około 250 z 365 dni w roku. To tylko tymczasowo, maksymalnie 2 lata – zapewniał Paulinę 3 lata temu, jednak zarobki i prestiż zawodowy tak go wciągnęły, iż podpisał kolejny kontrakt. Jedynym powiernikiem i towarzyszem Pauliny stał się jej syn. „Często żalę się synowi, mówię mu rzeczy, na które dziecko nic nie poradzi, wiem że to złe, ale tak po prostu wychodzi. Czy mój syn jest niesamodzielny? Nie, dlaczego? on jest po prostu rozsądny – woli się zapytać.”  Tak tłumaczą sobie uzależnianie od siebie swoich dzieci nieświadome problemu matki maminsynków.

Problem jest z pewnością coraz bardziej powszechny. Być może źródeł należy szukać w socjologicznych uwarunkowaniach okresu dzieciństwa i dojrzewania 30-letnich maminsynków, który przypada na lata 90. Lata 90 czyli prosperity po polsku to okres, kiedy handlował każdy kto mógł, czym mógł. Polacy rzucili się w wir interesów, dotyczyło to zwłaszcza mężczyzn. Kobiety zostawały często same z dziećmi czy dzieckiem, co czasami powodowało podobne sytuacje do przedstawionej powyżej Pauliny. A może przyczyna leży gdzie indziej?

You may also like...

10 Responses

  1. I am no mummy pisze:

    moim zdaniem to chore, te matki same sie uwtwierdzaja w przekpnaniu – dzieki poswiecaniu sie i oddawaniu „zycia za rodzine” – ze sa niezbedne i niezastapione. przyczyna – fakt – to wychowanie i spoleczenstwo, w ktorym wzrastaly, dla ktorego matka, ktora ma swoje zycie, to wyrodna matka, a po drugie to kobiety, ktore dzieki temu czuja sie po prostu lepiej – to jak wspoluzaleznienie. WYMAGA TERAPII, tak czy siak. a z tych chlopakow i tak nic juz nie bedzie, dopoki sami sie za siebie nie wezma. MATKI – GET A LIFE!

  2. CHLOPAKI TEZ PLACZA pisze:

    z taka mamuska to sie mozna zalamac. moja na szczescie jest normalna!

  3. Kurczak1980 pisze:

    boze masakra, ja wiem ze rodzice to ogolnei maja w zwyczaju sie wtracac, ale nie mozna dac sobie w kasze dmuchac – nawet rodzice musza wiedziec gdzie ich „miejsce”. takie matki jak w tym artykule hoduja emocjonalnych inwalidow – moze i chca dobrze, ale wychodzi im cos zupelnie innego. Kto chce byc z pierdola, ktora nie umie nawet sam zrobic kanapki???????

  4. spellbinder pisze:

    Cóż, ważne jest też przeniesienie punktu ciężkości na inne pole samorealizacji. Kiedyś o wartości człowieka świadczyła nie tylko praca, ale i stabilizacja rodzinna. Dziś stabilizacja jest mniej ważna, niż telefon z dotykowym wyświetlaczem. Dziś wartością jest „wolność” i wygoda. Rodzina nie jest wygodna. Z drugiej strony jest stawianie na pociechę…

    I tu nie chodzi nawet o sam fakt „maminsynkowatości”, tych facetów, ale o to, że oni po prostu nie chcą się wiązać i tyle. Nie chcą obowiązków. Gość – wierzcie mi – bez mamusi raz dwa zacznie prać swoje skarpetki i gotować obiadki. Tylko to nie zmieni przekazu medialnego, że najfajniej jest całe życie imprezować;)

  5. outlaw pisze:

    pisze to tu bo widze ze to moja jedyna okazja by przekazac komukolwiek moje bolączki… otoz tutaj pisza o biernosci meza syna o wymagalnej terapii rodzinnej ok… ale co jak nie ma na nia najmniejszych szans? ojciec mojej dziewczyny b dobrze zarabia fakt utrzymuje rodzine mama nie pracuje (ale o tym za chwile) synalek ma 27 lat skonczyl studia pracuje jako nauczyciel (tak wielkie HA HA HA). Moja dziewczyna skonczyla studia i stara sie o prace ale o nia trudno w mojej miejscowosci ;/ problem polega na tym ze ojciec nie ingeruje w nic w domu. chce miec wszystko gotowe i w idealnym pozadku. cokolwiek mama lub moja dziewczyna zrobi jest zle niepozadne obiad niedobry jak cokolwiek sie zepsuje to jest ich wina bo nie umieja bo nie dbaja bo cos tam cos tam blablabla zawsze sie powod znajdzie ze np 20 letni junkers nie dziala itp itd. doszlo do tego ze w ramach „kary” kilkanascie lat temu tatus chodzil do restauracji jesc przez tydzien a im nie pozwolil nawet do sklepu wyjsc by jedzenie kupic. synek jest „wolnym czlowiekiem” wie wszystko najlepiej rozwala wszystko w domu i nie ma z tego zadnej konsekwencji i ciagle narzeka jak mu to w tym domu jest zle itp itd. nie wspominajac (o zgrozo) jakiego jezyka do tego uzywa (nauczyciel)… gra na gitarze elektrycznej muzyke heavy metalowa i nieobchodzi go ze jest 3 nad ranem bo on tak ma. jesli ktos mu zwroci uwage wpada w furie i rozwala wszystko wkolo jeszcze bardziej (wystawia okna z zawiasow zostawia odkrecona wode w lazience itp itd) a za wszystko odpowiedzialna oczywiscie jest matka i corka. o sprzataniu nie ma mowy butow oczywiscie tez nie zdejmuje i nawet nie wyciera od blota wchodzi jak do obory… mama nie pracuje bo…nie ma czasu na prace bo „dom” ja pochlania od rana do nocy. interwencja policji jednej nocy zakonczyla sie nieprzyjemnie wiec nawet na policje nie mozna dzwonic bo tatusiowi to sie nie podoba… wszystkiemu „winne” sa kobiety w jego oczach i to ona maja uslugiwac ;/ ciezko mi z tym bo wiem ze moja dziewczyna strasznie cierpi w tym domu i niemoze sie przed slubem wyprowadzic bo „tatus” i jego obyczaje ;/////// pozatym matka by zostala sama… jakby ktos chcial cos dodac outlaw17 malpa tlen pl

  6. roza_pustyni pisze:

    Cześć,
    Twoja sytuacja jest nieciekawa! Chyba pozostaje Wam się we dwójkę wyprowadzić. Może to być ciężkie i przykre dla Mamy Twojej dziewczyny, ale ona pozostaje bierna przez tyle lat i tak naprawdę, jeżeli sama nie będzie chciała zmian to ich nie będzie. Na inne życie ma jednak szansę Twoja dziewczyna – warto tej szansy nie zmarnować. Jak znajdziecie stałą pracę, wyprowadźcie się, oboje odetchniecie z ulgą…chyba, że jesteście jeszcze za młodzi?

  7. I am no mummy pisze:

    Do OUTLAW: czy ta rodzina jest patologiczna? na pierwszy rzut oka wiele rodzin jest jak z obrazka, albo po prostu normalnych, a potem sie okazuje, ze… ojciec to tyran – jezeli wszystko ma byc pod jego dyktando i stosuje kary psychiczne lub fizyczne. najbardziej tu cierpi rodzina, fakt. syn, ktory rozwala wszystko i przeklina to nic innego jak krzyk o pomoc – znalazl sie w sytuacji patowej – tatus go 1) stlamsil 2)nauczyl biernosci tak, ze syn nie potrafi nic zmienic. NIC. biernosc wyuczona. jest mu wygodnie ale czy napewno? a moze jest w pulapce? te ekscesy to wg mnie krzyk „zauwazcie mnie, chce sie stad wydostac” a z drugiej strony nic nie moze zrobic – bo w glebi serca wciaz jest tym chlopcem, ktorego tatus tlamsi i dusi. czemu tak jest? tu historia wraca do tatusia – a raczej tatusia tatusia – co on z nim wyprawial (pewnie to samo) i tak historia sie powtarza…. wiem ciezko jest kogos zmusic do pojscia do psychologa (zreszta „zmuszani” rzadko zdrowieja) ale moze warto zaryzykowac. a jak sie nie da, bierzcie slub i uciekajcie. powodzenia.

  8. outlaw pisze:

    emm. tutaj nie ma tyranii jako takiej. nie ma tak ze codziennie ojciec jest katem. wiekszosc czasu jest totalnie nieobecny ale jak tylko nadarza sie okazja wysmiewa matke i moja lube. zawsze jest „nie bede z sasiadem rozmawial g*wno mnie obchodzi ze zalewa moje mieszkanie to Twoja wina i Ty jestes za to odpowiedzialna” ojciec do synalka i vice versa nie utrzymuja kontaktow mijajac sie w domu. moja dziewczyna poprostu z ojcem nie ma o czym rozmawiac ale czasem ma ojciec gest i odpali jej cos tam ale do syna sie nie odzywa. dodam jeszcze ze synek nie doklada sie do jakichkolwiek rachunkow nie ma pojecia o zyciu bo zawsze wszsytko ma na gotowe a jak ma cos sam zrobic to bez skrupolow „wykorzysta” matke lub siostre bo on przeciez jest zbyt „zajety” na cokolwiek (pracuje 3 h dziennie w szkole ale na nic nie ma czasu bo jak twierdzi jest czlowiekiem sukcesu i wstaje nad ranem i po 16h ciezkiej pracy wraca zmeczony). co do walki tesciowej… gdzie by miala isc? nie ma pracy dla ludzi w jej wieku… myslimy o wyprowadzce ale tatus jest z tzw czestochowskiej rodziny reguly katolika cokolwiek przed slubem „zakazane” i zdecydowanie odbilo by sie to na sytuacji mamy w domu jakbysmy „rozstali sie z tesciem” w taki sposob (oskarzenia i pozniej samotnosc matki w walce z jednym i drugim typem). wiem to jest patowa sytuacja ale zbieram pieniazki i pobierzemy sie ale narazie musze miec pewnosc ze utrzymamy sie sami bo na bilet powrotny do domu nie bedzie dla mojej ukochanej szans a u moich rodzicow nie chcemy mieszkac ;/ dodam ze tatus ma wyjazdowa prace i 4-6 tyg go nie ma ale potem przez 2 tyg. siedzi w domu i marudzi ;/ ale nigdy nikogo nie uderzyl oraz nigdy nie bylo krzyku i wyzwisk od k… lub dz…. ale szyderczosc sarkazm i -inteligentne- ponizanie „milym glosem kochajacego meza i ojca”.

  9. outlaw pisze:

    i nie rozumiem jeszcze jednej rzeczy… skoro tatus za wszystko w domu placi rachunki i wogole to czemu utrzymuje takiego darmozjada co niczego nigdy sam nie wylaczy ale malo tego powlacza wszystko nawet to co mu nie jest potrzebne. zostawia po sobie syf w kazdym kacie mieszkania za kazdym krokiem. i nie rozumiem dlaczego ojciec skoro go tak nienawidzi go nie wyrzuci. synek ma 27 lat ma prace ale mimo wszystko mieszka tam z nimi nazywajac mieszkanie „swoim”. ojciec jakby cieszy sie z tego ze matka musi po nim sprzatac bo to jest jej jakby „kara” co sprawia tatusiowi radosc patrzec jak ona sie meczy ;//

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *